Nowohucki alfabet - pokolenia języka

Wersja opisowa

Alfabetyczny spis haseł:

1. B1, umówić się na B1 – umówić się w okolicach kościoła na os. Szklane Domy, przy dawnym „Sezamku” – obecnie przystanek „Struga”. Określenie „B1” odnoszące się do pierwotnej nazwy tego miejsca z czasów budowy Nowej Huty, dawniej funkcjonujące na porządku dziennym, do dnia dzisiejszego używane jest przez osoby w wieku średnim i starsze, ściśle związane ze starą Nową Hutą. Jeszcze na początku lat 90. przystanek „Struga” nosił podobno taką nazwę.

2. Bagna, idziemy na bagna – wyjście na łąki nowohuckie za Szkołą Muzyczną w przerwie między zajęciami. Wyrażenia stosowane przez uczniów szkoły, głównie na początku lat 90-tych, kiedy wyjścia te były naprawdę popularne. Mówili tak uczniowie starszych klas Podstawowej Szkoły Muzycznej, ale też uczniowie tzw. II stopnia, czyli szkoły średniej (wtedy tylko popołudniowa). Określenie to było sporadycznie stosowane również w odniesieniu do podmokłej części łąk – przez dzieciaki z os. Na Skarpie. W stanie „dziewiczym” łąki są pamiętane jeszcze przez tych, którzy wychowywali się w Hucie w latach 60–tych. Ponoć były wtedy bardzo dzikie, co stanowiło o ich uroku i przyciągało – w różnym celu – starsze dzieciaki i młodzież. W tamtym czasie przez Łąki płynął niewielki strumyk, który tworzył stawik, przy którym zacumowana była najprawdziwsza tratwa. Zrobiona przez większych chłopaków, lecz częstokroć podkradana przez dzieciaki z podstawówki, stanowiła początek wielu wodnych przygód i przyciągała późniejszych żeglarzy (którzy dalsze kroki w tej dziedzinie czynili już na Przystani Jachtowej w Mogile). Strumyk brał się stąd, że mniej więcej poniżej dzisiejszego Nowohuckiego Centrum Kultury z ziemi wypływały dwa niewielkie źródełka z bardzo czystą wodą, którą dzieciaki namiętnie piły. Płynąc mieszała się ona z torfem Łąk. Zarówno w strumyku, jak i jeziorku mieszkało wiele wodnych i półwodnych stworzeń – małe rybki, wszelakie kijanki i larwy owadów. Dzieciaki godzinami oglądały to wodne życie leżąc na brzuchach koło strumyka lub na brzegach stawu. Starsza młodzież szukała raczej suchych i bardziej zasłoniętych przed okiem ludzkim przestrzeni, których na łąkach nie brakowało, choć całe łąki były pełne miejsc, gdzie okresowo gromadziła się woda, a w pozostałych porach roku tworzyło się bagno.

Dzieci i młodzież mieli na łąkach swoje ulubione miejsca, również na ogniska, w których pieczono m.in. ziemniaki. Ziemniaki rozwożone były na wozie po osiedlach pracownikom Kombinatu. Zdarzało się, że dużo bulw spadało z wozu po drodze, więc chłopaki z os. Na Skarpie zbierali je i piekli w łąkowych ogniskach. I jak zgodnie twierdzili było to najlepsze jedzenie na świecie.

3. Bandy na Śmigus Dyngus – w drugi dzień świąt wielkanocnych na osiedlach tworzyły się bandy, które walczyły ze sobą na wodę. Najczęściej banda dziewczyn polewała chłopaków, i odwrotnie – grupy mieszane zdarzały się rzadziej. Trudno było wyjść z bloku, bo ledwo się otwierało bramę, a już wiaderko wody lądowało na głowie. Nie rozdrabniano się – najczęściej oblewano się pełnymi wiadrami. Skąd brano wodę? Z domowych łazienek lub osiedlowych pomp , do których ustawiały się długie kolejki.. Ciekawie tego dnia wyglądały także podróże tramwajami i autobusami, ponieważ na przystankach stały bandy i chlustały wodą do środka, na podróżnych. Walczyły też z sobą całe osiedla – np. Kolorowe ze Spółdzielczym, Na Stoku ze Wzgórzami Krzesławickimi oraz zawsze i nieodmiennie – Dywizjonu i 2 Pułku w Czyżynach. Co ciekawe Czyżyny powracają w ostatnich latach do tradycji lania na Pasie Startowym (a raczej jego resztkach).

4. Dni Młodości – organizowane głównie dla dzieci ze szkół podstawowych, ale angażowały również młodszych uczniów szkół średnich. Odbywały się w Hucie w latach 60. i 70. Na te dni szyło się stroje związane z nadchodzącą wiosną, radością, zaś każda szkoła miała własne motywy i zmieniające się z roku na rok symbole – np. motyle skrzydła czy gałązki kwitnącej jabłoni. Dni te nie miały bezpośredniego związku z polityką, ale były pewną alternatywą w stosunku do obchodów Wielkanocy. Pochody dzieci i młodzieży w wyznaczonym terminie szły Aleją Róż w kolorowym orszaku. W ramach dni młodości z okazji 1000-lecia chrztu Polski odbyły się w całej Hucie konkursy plastyczne. Reprezentacje szkół rysowały kredą na asfalcie na zamkniętej drodze przed ówczesnym Orbisem (koło parku na Szklanych Domach) postacie i wydarzenia związane z powstawaniem Państwa Polskiego – np. portrety Mieszka i Dobrawy.

5. Dłubnia, chodzić nad Dłubnię – czyli iść w okolice rzeki Dłubni, nad staw lub na teren przy oczyszczalni na ul. Kaczeńcowej. Przez młode osoby związane z Bieńczycami stosowany dawniej i współcześnie w odniesieniu do oczyszczalni i potocznie na określenie stawu przy ul. Kaczeńcowej, natomiast wyrażenia „chodzimy nad Dłubnię” w odniesieniu do malowniczych meandrów rzeczki na odcinku między Hutnikiem a Zalewem używają chyba wszyscy nowohucianie.

6. Działki, chodzić na działki – iść na działki, pogadać, pospacerować. Powiedzenie stosowane przez wiele roczników nowohuckiej młodzieży, ponieważ w Hucie działek było sporo. Określenie dotyczyło tak naprawdę wszystkich ogródków działkowych., Spacery na działki odbywały się podczas wagarów albo po lekcjach, a których działek konkretnie dotyczyło, zawsze zależało od tego, które położone są najbliżej.

W Czyżynach chodzenie na działki było sposobem spędzania wolnego czasu oraz różnego rodzaju (czasami nie do końca legalnych) działań młodzieży z osiedli 2 Pułku Lotniczego oraz Dywizjonu 303. Młodzi umawiali się na działkach ciągnących się od bloku nr 16 na os. 2 PL, aż do dzisiejszego Parku Lotników Polskich oraz wzdłuż Alei Pokoju i tam, gdzie dziś stoi Carrefour Czyżyny – były to częściowo jeszcze uprawiane, a częściowo opuszczone ogródki działkowe. Chodziło się tam „na grandę” tj. na zrywanie kwiatów i zjadanie owoców, na romantyczne spacery z pierwszymi sympatiami oraz na spacery psami. W wakacje spotykano się około 10.00 i wracano do domu dopiero na późny obiad, spędzając razem „na działkach” i w parku (który był wtedy po części dziki i tajemniczy) cały dzień. Wyrażenia „chodzić na działki” używały chyba wszystkie dzieciaki z Czyżyn – trudno oszacować ile, pewnie z paręset. A dorośli też rozumieli bez zbędnych wyjaśnień, o co chodzi. Wyrażenie stosowano przez prawie cały okres lat 80. i 90., dopóki nie zaczęto zabudowywać najpierw działek obok pasa pod bloki na II Pułku, a w latach późniejszych na potrzeby osiedla Avia.

7. Fekusz Masters – grupa muzyczna założona przez uczniów XII LO. Nazwa znana uczniom z roczników maturalnych 1997–1999. Grupa zaprezentowała swój performance (oraz nagrała płytę) z okazji FeKuSzu (Festiwalu Kultury Szkolnej) w 1997 lub 1998 roku. Składała się z uczniów (głównie klas mat-fiz i geo-mat), ale również kilku nauczycieli. Tworzyła własne piosenki o charakterze satyrycznym i punkowo-rockowym oraz przeróbki znanych piosenek. Teksty były dowcipne, nieco soczyste, ale zmyślnie obchodzące brzydkie słowa. Z wielką czcią odtwarzała również (już bez naśmiewania się) piosenki bożyszcza liderów grupy – Jacka Kaczmarskiego. Przynależność do grupy oznaczała bycie bardzo popularnym i dowcipnym. Jednocześnie Fekusz Mastersi tworzyli naprawdę super muzę i świetne teksty! Członkowie grupy byli także zgraną paczką łażącą razem po górach i na wszystkie dostępne koncerty Kaczmara. Częściowo zostało tak do dziś.

8. Garaże, iść na / przez garaże – garaże to miejsce, dziś w większości zajęte przez bazar Tomex. Dawniej pokryte kurzem, błockiem oraz chaotyczną stertą i plątaniną różnokolorowych blaszaków tj. garaży właśnie. Blaszaki przeważnie wykorzystywano w celach prywatnych, czasem ktoś miał tam również jakiś warsztat. Określenia „iśc na garaże” używali okoliczni mieszkańcy z os. Niepodległości tudzież Albertyńskiego, ale przypuszczalnie znano je również na osiedlach Kolorowym i Spółdzielczym. Miejsce budziło przeróżne emocje – niektórzy nawet trochę się go bali, bo wyglądało jak wyjęte z filmu o amerykańskich slumsach.

9. Globus, chodzić na globus – globus to urządzenie rekreacyjne, które można było znaleźć w niektórych ogródkach osiedlowych na terenie Huty. Była to wielka kula z rur stalowych, obracająca się wokół własnej osi – taka karuzela w kształcie globu. Stojący nieruchomo, szczególnie z oddali, wyglądał niegroźnie, nobliwie – ot, taka zabawka edukacyjna. Było to jednak najbardziej przerażające ustrojstwo dla młodych i bardzo młodych chłopaków (brak jest danych o tym, aby dziewczyny korzystały z uroków tej konstrukcji) na całym podwórku. Globus rozpędzało kilka osób, stojąc blisko osi, jak w kieracie, następnie czekające wokoło dzieciaki podbiegały i chwytały się rurek. Prędkość i siła odśrodkowa były tak duże, że wszyscy uczepieni sfery obracali się w pozycji horyzontalnej. Kto się puścił zanim globus zwolnił, leciał jak kamień wyrzucony z procy. Kto nie złapał się natychmiast po zbliżeniu do konstrukcji, obrywał nogami chłopaka, który już podróżował. Byli śmiałkowie, którzy w trakcie obrotów wspinali się na samą górę, pojawiały się różne mrożące krew w żyłach wyzwania. Zabawa na globusie była do pewnego stopnia obowiązkowa, bo była rytuałem przejścia. Kto chciał być chłopakiem, a nie dzieckiem z piaskownicy, musiał zaliczyć kilka obowiązkowych figur. Oczywiście nie obeszło się bez kontuzji, złamań, siniaków i krwi z nosa. Przygody z globusem w tle nierozerwalnie łączą się z dzieciństwem i dojrzewaniem w dzielnicy, szczególnie w okresie lat 80. Określenie “globus” znali wszyscy w okolicy, zaś najbardziej znany globus znajdował się na placu zabaw na osiedlu Szkolnym. Zapewne globus nie był wyłącznie nowohucką specjalnością, pewnie należał do peerelowskiego repertuaru osiedlowych udogodnień.Poza Hutą projektowi badacze odkryli pamięć o globusach w jeszcze dwóch miejscach poza dzielnicą.

10. Górka (górki koło Pasa Startowego) – dwie spore górki na os. 2 PL. Koło pasa startowego na 2 Pułku znajdowały się dwie górki: niższa i bardziej saneczkowa na wysokości dawnego przedszkola – teraz szkoły podstawowej, a druga – wyższa i pełna nierówności – naprzeciwko pawilonu na Dywizjonu 303 (teraz w środku Avii). Mniejsza górka, ta koło SP, stoi do dziś, ale jest zarośnięta i nic się na niej nie dzieje. A szkoda.

Dawniej w okresie zimowym były to miejsca saneczkowe (od lat 90. już rzadziej używane, bo dzieci jakoś zdystansowały się do ruchu na „świeżym” powietrzu zimą), a w pozostałych porach roku stanowiące ważne miejsce spotkań podczas spacerów z psami, super miejscówkę na puszczanie latawców a w czasach licealnych miejsce pikników z gitarą, przy butelce …. lemoniady. „Górki” znały wszystkie dzieciaki urodzone pod koniec lat 70. i w latach 80., mieszkające po obu stronach Pasa Startowego. Określenie używane było jeszcze w latach 2000.

11. Gry/zabawy podwórkowe:

Zabawy podwórkowe były raczej domeną młodszego rodzeństwa, sama młodzież niechętnie dawała się w nie wciągać. Ale czasami przecież trzeba było czynnie zaopiekować się maluchami, albo po prostu pokazać im, jak to się robi…

  • Grać w krowy – zabawa podwórkowa, odmiana ganianego, w którą bawiły się dzieciaki i młodsza młodzież licealna w latach 80. i 90. na os. Niepodległości i ówczesnym XX–lecia PRL. Zasada była prosta: jedna osoba goni, złapane osoby stają okrakiem, a żeby wybawić taką osobę należało przeczołgać się pod nogami na tyle szybko, żeby samemu nie zostać złapanym;
  • Pobite gary – kiedy grało się w grę typu “w chowanego” i z jakiegoś powodu grę tę trzeba było przerwać, unieważnić czy powtórzyć, wszyscy wrzeszczeli „pobite gary”, żeby schowani wyszli z kryjówek; hasło na pewno było stosowane przez dzieciaki z os. Niepodległości i okolic;
  • Grać w kozła – zabawa polegająca na odbiciu piłki od muru i przeskoczeniu przez nią;
  • Grać w gałę – po nowohucku podwórkowa odmiana gry w piłkę, w którą grali tylko chłopcy. Określenie stosowano w latach 80.– 90. w całej starej Nowej Hucie.

12. Hipo (być na Hipo, widzieć się na Hipo) – oznacza rondo Hipokratesa. Mówi się tak współcześnie, od momentu, gdy zmieniła się nazwa – właśnie na Rondo Hipokratesa.

13. JaTa – chyba pierwsza nowohucka knajpa w stylu pubu, założona ok. 1994 roku na os. Centrum B. Nazwy używali uczniowie szkół średnich, /lokalne towarzystwo spożywające napoje wyskokowe oraz mieszkańcy okolic Placu Centralnego. Knajpa znajdowała się na os. Centrum B – na ścianie między Sklepem Muzycznym, a dawnym Orbisem (dziś Banolli), mniej więcej na wysokości początku Bloku Szwedzkiego. Był to przybytek, gdzie o dowody nie pytano, a piwo (o sporym rozcieńczeniu – chyba dla bezpieczeństwa nieletnich gości) lało się strumieniami Okrągłe stoliczki, bar, w okresie letnim ogródek. Szaro od dymu papierosów, choć wielkie okna wychodziły wprost na szeroki chodnik i w dalszej perspektywie – zieleń. Tu młodzież świętowała rozpoczęcie I klasy w XVI LO w 1995 roku, zakończenie tejże w 1996 i większość zdanych egzaminów w Szkole Muzycznej, urodzin, imienin i innych wymagających wyjścia okoliczności. Ale w JaCie bywało się też (a raczej głównie) bez powodu. Przychodząc tam miało się pewność, że trafi się na kogoś znajomego. pPomimo mocnego wymieszania klienteli pod względem społecznym o burdach się nie słyszało

14. Jechać do Huty – mieszkając w Nowej Hucie, ale na jej peryferiach, mówiło się tak jadąc na Plac Centralny lub w jego okolice. Używane od zawsze i ciągle.

15. Jechać do Krakowa – kiedy jechało się do Rynku Głównego mówiło się, że się jedzie do Krakowa. Podejrzewa się, że używała tego skrótu większość osób mieszkających w Nowej Hucie, na pewno młodzież, wymiennie mówiąca również, że „jedzie do Rynku”. Określenie dotyczyło ścisłego Centrum Krakowa.

16. Kina: Światowid i Świt – cieszyły się niezwykłą popularnością i bardzo często brakowało w kasach biletów (szczególnie na premiery). Każde z nich miało dwie sale – małą i dużą. Na seanse przedpołudniowe, kiedy grano pozycje „obowiązkowe”, uczęszczały szkoły, zaś popołudniami do kin drzwiami i oknami usiłowała przeniknąć żądna filmowych wrażeń młodzież. W latach 70. – o ile do kina szło się grupą – na 1 bilet wchodziło mnóstwo osób. Młodzieńcy mieli na to sposób – chodziło o przechytrzenie kontrolera tak, aby nie przedarł biletu, który przekazywało się następnemu koledze. I tak kilka razy. Nic więc dziwnego, że na sali zawsze był nadkomplet. Zdenerwowani takim stanem rzeczy bileterzy już podczas seansu przeciskali się z latarkami pośród rzędów, zazwyczaj na darmo starając się znaleźć winnych. W razie wytropienia grupy sprawców tłoku, następowała wyćwiczona roszada – cała grupa wylatywała z sali i potem… wlatywała innymi drzwiami. Praca biletera w tamtych czasach wiązała się ze sporymi nerwami Dodatkowo bileterzy sprawdzali wiek wchodzących na salę – czy jest odpowiedni z tym, od jakiego dopuszczone jest oglądanie filmu. Młodzież przebierała się jak mogła, kombinowała, lecz kontrole były surowe, a widzów za młodych nie wpuszczano. Różne były jednak sposoby na przechytrzenie systemu kinowego. Na przykład kupowało się bilet na małą salę, gdzie bilety były nieco tańsze, a po drugie seanse zaczynały z niewielkim w stosunku do sali głównej wyprzedzeniem. Ponadto zawsze było miejsce oraz puszczano zazwyczaj filmy dla młodszych widzów lub bez ograniczeń wiekowych. Więc kupowało się bilet na taki „Białoruski Dworzec” (film o brygadzie, która nie chciała przyjąć premii), a w trakcie seansu wychodziło, mieszało w tłum pod Dużą Salą i właziło na zaczynający się na niej nieco później seans dla starszej publiki, .

Repertuary obu kin się uzupełniały. Przed seansami puszczano zawsze Kronikę Filmową. Specyficzną postacią – związaną nie tylko z kinami – był konik, który stał z biletami pod wejściem. Konik wykupował jakąś pulę biletów przed seansem i sprzedawał potem tym, którzy już w kasie biletów nie dostali. Nieco drożej oczywiście… Zajęcie takie było ścigane przez milicję – zarówno pod kinami, jak i pod Pewexami, gdzie koniki sprzedawali dolary. Z niewiadomych przyczyn konika nigdy nie spotykało się pod Teatrem Ludowym.

17. Kasyno Milicyjne – w latach 60. i 70. studniówki w nowohuckich szkołach średnich organizowano raczej na salach gimnastycznych lub aulach, jednak zdarzyło się w 1976 roku, że abiturientki (gdyż były to same dziewczyny!) Liceum Ekonomicznego ze świeżo przeniesionej na os. Spółdzielcze szkoły miały przyjemność przeżyć swój pierwszy w dorosłym życiu bal na… komisariacie MO na os. Zgody! No, nie zupełnie „na”, ale tuż obok – w kasynie Milicji Obywatelskiej. Inicjatywa ta udała się tylko dlatego, że ojcowie niektórych z maturzystek służyli właśnie w MO. Chyba dlatego wspomniana studniówka była wyjątkowo spokojna, elegancka i przykładna. Ówczesna maturzystka wspomina, że wiele osób z jej klasy szydełkowało i podczas studniówki podarowały w prezencie dla nauczycieli komplety własnoręcznie wykonanych serwetek.

Nieco później, kiedy studniówki zaczęły się odbywać poza szkołami, nowohuckie szkoły organizowały je w Domu Wędkarza, ale również w bardziej eleganckich miejscach – hotelu Cracovia (obok Kina Kijów), czy w restauracji hotelu Forum uważanego w latach 80. i 90. za szczyt szyku i nowoczesności.

18. Kapuściarz – określenie mężczyzny, który wzbudzał mieszane uczucia – z jednej strony napawał strachem i wydawał się „szemrany”, z drugiej zaś – patrzyło się na niego nieco z podziwem. Dokładny sens nazwania kogoś w taki sposób zależał od kontekstu i od tonu głosu. Powiedzenie stosowane ponad dwadzieścia lat temu, na pewno przez kilkadziesiąt młodych osób na os. Kolorowym.

19. Knajpa na AWF – coś na kształt pubu w baraku ze sporym ogródkiem (działanie sezonowe). Mawiali tak stali bywalcy – mieszkańcy starych Czyżyn i osiedla 2 PL, studenci (pewnie z 200 osób). Był to domek o lekkiej konstrukcji, mieszczący się na skrzyżowaniu dzisiejszej al. Jana Pawła II i Nowohuckiej (zjazd w dół z JPII), koło akademików AWF, mniej więcej tam, gdzie dzisiaj Lidl. Działał na pewno przez kilka sezonów w latach 90. – dopóki nie wybudowano ul. Wysockiej. Otwierany sezonowo, mniej więcej w okresie, kiedy zakwitały kasztany (śmiano się, że to specjalnie dla maturzystów, co przychodzą oglądać AWF). Miał wielki ogródek zlokalizowany pod drzewami – w całości ogrodzony wysokim parkanem. Gromadził młodzież i studentów oraz miejscowych typków kupujących na kreskę. Na wspomnienie zasługuje niska przepustowość toalety w owym przybytku – pojedyncza kabina zdecydowanie nie wystarczała Około 22.00 już nie dało się do niej wchodzić, więc wielkim zainteresowaniem cieszyły się pobliskie „krzaki” – na prawo dla chłopców, na lewo dla dziewczyn.

Obecnie podobny z pozoru obiekt (nie przeprowadziliśmy bliższych badań) znajduje się na ul. Tuwima, również w Czyżynach.

20. Kolarz (bądź kolaż) – zakrętka od słoika wypełniona plasteliną, służąca do różnego typu gier, jak klasy czy wyścig pokoju. W grze w klasy kolaż należało celnie rzucić na konkretne pole, następnie na jednej nodze, pole po polu, dopchać do końca klas i nie nadepnąć na linię. W Wyścigu pokoju zadaniem było strzelać (prztykać) palcami w kolaż tak, by celnie przejechał przez narysowaną ścieżkę. Na pewno określenie stosowano w latach 70. i 80. na podwórkach na os. Niepodległości i w okolicy. A sam kolaż to był bardzo cenny przedmiot i przynajmniej za młodu powód do dumy właściciela. Zgadujemy, że nazwa pochodzi z tej drugiej gry, gdzie zakrętki były kolarzami. Albo od piękna artystycznego plastelinowego kolażu umieszczonego w zakrętce – stąd oboczna pisownia nazwy.

21. Kółko/Kwadrat (Bawić się na kółku/chodzić na kwadrat) – Place zabaw na os. Niepodległości

  • Kółko – plac zabaw na osiedlu Niepodległości między blokiem nr 8 a blokiem nr 6. Nazwa nawiązywała chyba do okrągłego kawałka betonu (boiska?), wokół którego były rozmieszczone huśtawki i piaskownica. Używali jej i nadal używają wszyscy mieszkańcy osiedla, mali i duzi. Niespełniające norm bezpieczeństwa metalowe huśtawki usunięto jakieś 5 lat temu, , ale zastąpiono je nowymi. Drzewa okalające plac – rewelacyjne do wspinaczki – pozostały.
  • Kwadrat – nieistniejący już mniejszy plac zabaw, obecnie siłownia polowa i „miejsce rekreacyjne” za blokiem nr 8 na osiedlu Niepodległości. Używane szczególnie przez obecne pokolenie licealne, ale i starsze.

22. Krakowianka – basen otwarty na tyłach Zalewu Nowohuckiego, obecna „Wandzianka”. Pomimo przemianowania dawna nazwa jest jednak ciągle w użyciu, ponieważ dla wielu nowohucian – szczególnie tych o nowohuckich korzeniach, których rodzice chodzili tam ze swoimi rodzicami – zawsze będzie to Krakowianka. Miejsce częstych i całodziennych spotkań młodzieży z Nowej Huty w okresie wakacyjnym. Co ciekawe, tuż po otwarciu basenu na początku lat 60. zabroniono kąpieli w Zalewie, co oczywiście nie było respektowane przez ówczesną młodzież – wszak zakazany owoc smakuje najlepiej. Respektowania przepisów mieli pilnować ratownicy z Krakowianki, którzy patrolowali Zalew. Niestety, efekt tych kontroli był odwrotny, zaś nieszczęśni stróże porządku nieraz byli wrzucani do wody przez grupy amatorów zalewowej kąpieli. Problem rozwiązało dopiero pogorszenie się jakości wody w Zalewie… Dziś po latach, choć nadal kąpiele w zalewie nie są dozwolone, wypoczywać można na świeżo otwartej w 2020 roku plaży na mięciutkich piasku.

23. Kurczak – czyli ktoś nadmiernie bojaźliwy; „cykor”. Pogardliwe określenie osoby bojącej się coś zrobić, często traktowane jak wyzwanie. Stosowane w okolicy Placu Centralnego w latach 70.–90. przez młodzież. Teraz stosowane przez nowohucian w średnim wieku.

24. Lodowiska – podwórkowe ślizgawki; w zimie w latach 60. na nowohuckich podwórkach odbywała się akcja, na którą czekała i dzieciarnia i młodzież, czyli robienie lodowiska. Pogoda zazwyczaj sprzyjała, ponieważ zimy były zwykle bardzo mroźne i śnieżne. Zaczynało się od wspólnego odśnieżania części podwórka, z odsuniętego śniegu budowano rampę, zaś miejsce w środku zalewano wodą. Stróż pilnował, żeby nie wchodzić na ślizgawkę, nim porządnie zamarznie, a potem rozpoczynała się jazda! Na lodowiskach ślizgano się, ale też grano w hokeja. Na os. Szkolnym były dwie ślizgawki na podwórko, bo tylu było chętnych. Dozorca zaś pilnował porządku. Ze śniegu koło lodowiska budowano zamki do gry w śnieżki. Ślizgawki odbywały się także na zamarzniętym Zalewie Nowohuckim.

25. Malina – jedna z dwóch portierek obsługujących punkt przy wejściu do Szkoły Muzycznej w ostatnich dwóch dekadach XX wieku. Ze sposobu bycia sądzić można było, że jej władza sięgała dużo dalej, niż portiernia. Ba! Była absolutna! Portierka była odpowiedzialna za wydawanie kluczy do salek, w których można było ćwiczyć na instrumentach – i to faktycznie była konkretna władza, bo jeśli ktoś chciał mieć salkę z nierozstrojonym pianinem, albo poćwiczyć na prawdziwym fortepianie – musiał się wkupić w łaski srogiej portierki… Malina odeszła ze szkoły w latach 90. Może wraz z transformacją ustrojową skończył się czas sztucznych kolorowych wzorzystych fartuchów, w których paradowała (dwa na zmianę, utrzymane głównie w tonacjach różu, fioletu i błękitu), a może chciano nieco odmienić oblicze szkolnej portierni? Nie wiadomo, ale do dziś absolwenci wspominają ciepło Panią Szkoły Muzycznej, której przezwisko pochodziło od paru brodawek zdobiących oblicze, i być może również – nomen omen – zapowiadało nadejście ery dyrektorowania Witolda Malinowskiego, która trwa nieprzerwanie do dziś.

26. Meksyk – wielka burda, zamieszanie, chaos, sajgon. Ale w Hucie to też bar nieopodal linii tramwaju – bodajże nr 20. Dziś pod tą nazwą kryje się także przystanek. Jak głoszą nowohuckie legendy, podczas budowy Huty pod barem Meksyk robiono co chciano, milicja się tam nie zapuszczała i nawet podobno jakiegoś człowieka znaleziono tam w wapnie. „Meksyk” mówiono też na coś dzikiego, poza prawem. Używane w całej Hucie, ale nagminnie na pewno w szkołach na os. Szkolnym.

27. Mozaika – kawiarnia i lodziarnia na os. Szkolnym 35; w latach 60. miała charakter ciastkarni i kawiarni z ogródkiem, gdzie przychodziły głównie rodziny, ale gdzie również zapraszało się dziewczynę po romantycznym spacerze nad Zalewem. Dodatkowo, ku uciesze dzieciaków, pod murkiem okalającym ogródek sprzedawano lody włoskie z automatu. Obok kawiarni zlokalizowany był bar mleczny, a na rogu sklepy spożywczy i papierniczy oraz warzywniak. Do „Mozaiki” chodziło się głównie na lody, potem – w latach 70. – zaczęto tam sprzedawać piwo i zmienił się profil oraz klientela lokalu.

Innym miejscem, gdzie serwowano w Hucie pyszne desery, i które wprost słynęło z bitej śmietany, był Koktajl Bar na Placu Centralnym. Na kawę chodziło się również – i nadal chodzi – do kultowej „Stylowej”.

28. Muzycy – uczniowie Szkoły Muzycznej w XVI LO. By to termin jakim określali swoich kolegów chodzących do popołudniowej szkoły muzycznej inni uczniowie XVI LO. W latach 90. w szkole funkcjonowały klasy f (czytaj: „fu”) – muzyczne, które miały zawsze na rano, tak, aby Muzycy zdążali na popołudniową naukę w Muzycznej. W zależności od kontekstu termin był pogardliwy, uszczypliwy, chwalebny albo po prostu „odróżniający”. Nauczyciele też często określali uczniów Karłowicza jako „muzyków” i dawali im specjalne fory, bo wiedzieli, że ucząc się w dwóch szkołach mają sporo wyzwań.

29. Nowohuckie piesze pielgrzymki na Jasną Górę – co roku pielgrzymi wyruszali z Mogiły, potem dołączały do nich grupy spod Arki (kościoła Arka Pana – przyp. red), dalej z osiedli w Mistrzejowicach. Trasa wędrówki pierwotnie biegła w obie strony tzn. najpierw pielgrzymka docierała do Częstochowy, a potem pieszo wracała do Krakowa. Z czasem została skrócona i szło się tylko do Częstochowy, zaś powrót odbywał się np. autokarem. Po latach nowohuckie pielgrzymki przestały być samodzielną inicjatywą – zostały włączone do pielgrzymki krakowskiej. Osoby, które chodziły na nie z roku na rok pamiętają przeróżne tradycje – były całe obrzędy pielgrzymkowe, niekoniecznie stricte religijne. Ogólnie pielgrzymki nie były jedynie wyrazem wiary, ale również świetną inicjatywą nowohuckiej młodzieży, pozwalającą na spędzenie czasu razem i zasmakowanie prawdziwej na poły survivalowej przygody.

30. PC (wymowa: ‘pece’) – skrót od Placu Centralnego (im. Ronalda Reagana) – nazwa stosowana przez obecne pokolenie licealne, jak również uczniów szkół podstawowych. Nie mówią tak raczej osoby starsze niż obecni uczniowie.

31. Płyty, uczyć się na płytach – specyficzne miejsce do uczenia, jakie do powtórek do matury wybierali uczniowie XII LO mieszkający na 2 PL i Dywizjonu. Były to resztki pokruszonych i poukładanych jedne na drugich płyty z czyżyńskiego lotniska na terenie, gdzie teraz mieści się osiedle Akademickie. Zasięg stosowania był bardzo lokalny – powiedzenie ukute specjalnie wiosną 1999 roku, kiedy młodzi wspólnie uczyli się do matury właśnie w tym miejscu. Oczywiście nie tylko uczyli się – były to posiadówki połączone z nauką. Niestety, obecnie nie da się ustalić dokładnej lokalizacji „płyt” – wtedy tamta część pasa to była spora przestrzeń, poprzerastana zielenią i gdzieniegdzie samosiejkami.

32. Pod Leninem – powiedzenie, które w latach 70. i 80. było używane w Nowej Hucie przez mieszkańców Placu Centralnego i okolicy pomnika zwanego przez niektórych „Godzillą z Nowej Huty”. Dotyczyło miejsca zamieszkania koło, blisko lub w okolicach Pomnika Lenina, przy Alei Róż lub przy Placu Centralnym. Powiedzenie „Pod Leninem” stosowali mieszkańcy Nowej Huty, którzy mieszkali blisko Pomnika Lenina: na os. Centrum C, Centrum B, Centrum D, Centrum A, mając na myśli te mieszkania, których okna były skierowane na Pomnik. W liceum mówiło się np. że jakiś chłopak mieszka pod Leninem i było wiadomo, mniej więcej gdzie.

33. Pod Zegarem – miejsce spotkań na pl. Centralnym. Używali tej nazwy mieszkańcy starej Nowej Huty, uczniowie okolicznych szkół, młodzież chodząca na zajęcia do NCK – nie wiadomo ile osób, ale na pewno dużo. Stosowane od czasów założenia zegara do momentu, kiedy komórki spowodowały, że niekoniecznie trzeba się umawiać o danej porze dokładnie w jakimś miejscu. Był to róg pl. Centralnego – os. Centrum D między kwiaciarnią Kaliną, vis a vis księgarni Skarbnica – patrząc przez tory. Punkt zborny młodzieży – tu czekało się na resztę paczki wychodząc „do Krakowa” albo idąc razem do szkoły. Drugim podobnym określeniem było „Pod Skarbnicą” (pod wejściem do księgarni).

34. Robić na Hucie – kiedy pracownik mówił, że jest zatrudniony w kombinacie metalurgicznym im. Lenina mówił, że „robi na hucie”. Używali tego zwrotu sami pracownicy kombinatu, ich rodziny, ale również w środowisku szkolnym definiowało się tak miejsce zatrudnienia rodziców.

35. Rybak, iść do Rybaka – mówiło się tak, gdy chodziło o wyjście nad Zalew Nowohucki, gdzie do dziś funkcjonuje Dom Wędkarza, stąd powyższa nazwa. Stosowane przez młodzież z XI LO w latach 80.

36. Schrony – określenie dotyczyło piwnic w blokach w starej Nowej Hucie. W niektórych, większych, były urządzone miejsca spotkań młodzieży – stały kanapy, fotele, stoły. Młodzież spotykała się w takich warunkach szczególnie w okresie zimowym – jeśli nie chciało się siedzieć ze znajomymi w domu, znajoma piwnica była o wiele bardziej samodzielnym i fajnym rozwiązaniem. Ze względu na grube mury często służyły jako miejsca imprez, śpiewów, prób różnych powstających w latach 90. zespołów muzycznych, głównie punkowych. Podobne cele – poza suszeniem pościeli – spełniały znajdujące się w niektórych blokach suszarnie. Piwnice – poza posiedzeniami młodzieży – podczas złej pogody służyły również dzieciakom do zabaw (np. w chowanego).

Były też schowkami na benzynę, którą trzymało się – mimo zakazów – w kanistrach (w latach 70 – 80), o ile ktoś miał samochód lub spiżarniami. W piwnicach przechowywano kilkudziesięciokilogramowe worki ziemniaków – zapasy na całą zimę. Jesienią po osiedlach sprzedawcy chodzili między blokami i nawoływali chętnych kupców, a ich okrzyki „Ziemniaki!” brzmią w uszach po dziś dzień.

W piwnicach w wielkiej płycie pomieszczenia były bardzo malutkie i już absolutnie nie takie klimatyczne. Poza tym w kółko była akcja deratyzacja i faktycznie hasały tam hordy szczurów – aż strach było schodzić i trzeba było łomotać w drzwi wejściowe, żeby odpędzić niechciane towarzystwo.

Na niektórych osiedlach piwnice pod blokami przechodziły w długie kręte korytarze przypominające schrony. W niektórych blokach dawało się nawet wejść do rzeczywistych schronów pod Nową Hutą.

37. Sebiks – stosowane od lat 80. określenie na mężczyznę w wieku ok. 20 lat (młody dorosły); niebezpieczny, często agresywny. Z określeniem wiążą się charakterystyczne cechy zachowania, działania oraz wygląd (chodzi w dresach, czapkach z daszkiem, czasem z nerką, wykazuje się brakiem szacunku do innych, zaczepia osoby z otoczenia itp.). Słowo używane było powszechnie w całej Nowej Hucie i jest stosowane do teraz.

38. Sklepy:

W projekcie zgłoszono jako ważne dla młodzieży następujące nazwy i lokalizacje sklepów, które działały w Nowej Hucie:

  • Baltona – na os. Centrum D – ze sprzętem elektronicznym (rodzice na talony kupowali tam takie specjały jak np. telewizory Rubin i Sony);
  • Baśka – sklep spożywczy na osiedlu Przy Arce, obecnie Lewiatan; określenie używane przez osoby pamiętające czasy, kiedy sklep nazywał się Baśka, ale również obecnie przez osoby młodsze;
  • Cepelia – działająca od „zawsze” aż do dziś, w dość niezmienionej postaci, na os. Centrum C, przy pl. Centralnym;
  • Cora – sklep z luksusowymi ciuchami nadal działający naprzeciwko NCK
  • Dom Handlowy Wanda – działający do dziś, w latach 80. wydawał się czymś niebywałym. określany czasem jako pierwsza galeria handlowa w Nowej Hucie;
  • Filatelistyka znajdowała się na rogu pl. Centralnego, na os. Centrum D 1, obok kwiaciarni; były tam znaczki z całego świata – trójkątne z San Marino, znaczki z królową Elżbietą bodajże we wszystkich odcieniach kolorów i takie małe francuskie, chyba z herbami różnych miast.; znaczki kupowało się do klaserów. Niektóre ze znaczków miały pieczątki, inne były nowiutkie. Filatelistyka zaraziła manią kolekcjonerską wielu młodych nowohucian. W późniejszym czasie można też tam było kupić różne monety;
  • Moda Polska – z drogimi ubraniami. Maarzeniem większości dziewczyn w latach 70. czy 80. było mieć sukienkę lub płaszczyk z tego sklepu, jednakże marzenia te udało się spełnić tylko nielicznym;
  • Pewex na Strusia – sklep pełen marzeń, zakupy za dolary – luksus dla wybranych. Pod wejściem zazwyczaj stał dyskretnie konik sprzedając dewizy;
  • Pingwinek – lodziarnia na os. Hutniczym;
  • Skarbnica – legendarna księgarnia na przy pl. Centralnym na Centrum C. Dwupoziomowa, podzielona na działy – naukowy (wraz z podręcznikami) na górze, popularny – na dole, miała jeszcze trzeci dział – muzyczny (z nutami, płytami). Wspaniale wyposażona, z obsługą, która wiedziała wszystko o sprzedawanych książkach. Przechodząc obronną kartą przez zawieruchy historii, została zlikwidowana dopiero w 2014 roku. Wciąż pozostaje we wdzięcznej pamięci nowohuckich czytelników.
  • Sklep muzyczny – na „tyle” os. Centrum B, vis a vis Parku Ratuszowego. Sprzedawał instrumenty i cały osprzęt muzyczny.
  • Zmora – sklep spożywczy na osiedlu Dywizjonu 303; powiedzenie stosowane obecnie przez osoby w każdym wieku. Nazwa „Zmora” ponoć wzięła się od nieszczególnie miłej ekspedientki, która tam pracowała.

39. Skinopanki – czyli autorski projekt Jerzego Fedorowicza. Na początku lat 90. nasiliła się aktywność różnych subkultur młodzieżowych, których grupy działały na terenie Nowej Huty. Dochodziło do rozbojów, aktów wandalizmu i panoszenia się bezkarnej młodzieży w dzielnicy. Mieszkańcy bali się wychodzić z domu, szczególnie po zmroku.Wszelkie działania prewencyjne policji nie dawały rezultatu. Zataczało to coraz większe kręgi, tym bardziej, że do tych grup dołączała młodzież, która nie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości po transformacji ustrojowej.

Teatr Ludowy, sztandarowa placówka kulturalna Nowej Huty, zaczął tracić widownię oraz stawał się centrum starć – głównie skinów i punków.

Ówczesny dyrektor Teatru Jerzy Fedorowicz, wpadł na genialny pomysł, aby dwa zwaśnione obozy młodzieży zaprosić do Teatru na tzw. „męską rozmowę”. Podczas tych spotkań zaproponował im realizację przedstawienia „Romeo i Julia” na scenie Stolarnia Teatru Ludowego. Po jednej stronie sceny stanęły punki jako ród Kapuletich z główną bohaterką – Julią, po drugiej zaś skini, jako ród Montekich, z zakochanym w Julii – Romeo.

Dyrektor Fedorowicz rozpoczął prace nad projektem z dużą obawą, czy spotkanie dwóch zwalczających się subkultur nie spowoduje większego iskrzenia, jednak obie strony bardzo zaangażowały się w prace nad wydarzeniem, co wygasiło wcześniejsze konflikty.

Premiera odbiła się szerokim echem zarówno w Nowej Hucie, jak i w całym Krakowie. Jednorazowe widowisko przerodziło się w kilkanaście spektakli i cieszyło się ogromną popularnością wśród nowohuckiej młodzieży.

Nauczyciele przyprowadzali uczniów na spektakle traktując je jako rodzaj terapii w zwalczaniu zachowań agresywnych.

Projekt zyskał międzynarodowe uznanie, został nawet zaproszony na występy do Stanów Zjednoczonych jako niezwykłe wydarzenie edukacyjne, pedagogiczne i kulturowe.

Realizacji wspólnego projektu niewątpliwie przyczyniła się do ograniczenia aktów agresji
w Nowej Hucie

40. Skwerek – miejsce rekreacji między rondem Kocmyrzowskim a blokiem nr 11 na osiedlu Niepodległości, zazwyczaj zdominowane przez osoby bezdomne. Mówi tak współczesna młodzież, ale określenie jest stosowane również przez osoby starsze.

41. Szczep Wandy – jeden ze szczepów harcerskich działających w Nowej Hucie na przełomie lat 60. i 70. przy szkole na os. Na Skarpie. Przynależność do niego zaczynało się już w zerówce (dołączając do zuchów), potem przechodziło się do harcerstwa. Należała również młodzież i – co ciekawe – starała się nie angażować ideologicznie, tak jakby harcerstwo było dla niej odpoczynkiem od pochodów majowych i codziennej propagandy. Nawet śpiewane piosenki nie miały wydźwięku ideologicznego, młodzież po prostu nie śpiewała tego, co jej się nie podobało. Natomiast było nawiązanie do historii wojska – i tak np. niektóre zastępy chłopięce uważały się za spadochroniarzy, inne za kawalerzystów… W harcerstwie zdarzały się nazwy nawiązujące do stylu życia ówczesnej młodzieży nowohuckiej – np. drużyna „Podwórkowcy”. Harcerze mieli organizowane obozy w Bieszczadach i nad morzem. Szczep Wandy miał swój rytuał związany z przyjmowaniem nowych członków – przysięgę składało się na kopcu Wandy, przy pochodni. Po wypowiedzeniu słów przysięgi otrzymywało się harcerski krzyż.

42. Trzepak, „chodźże na Trzepak” – wyrażenie „chodźże na Trzepak” jest znane głównie mieszkańcom z górnej części osiedla Bohaterów Września oraz równoległej części osiedla Złotego Wieku, jak i osobom z nimi zaprzyjaźnionym. Mimo, że w tym obszarze jest dużo trzepaków, wiadomo, że chodzi o konkretny trzepak – przy bloku nr 78 na osiedlu Bohaterów Września. Jest on miejscem spotkań towarzyskich i do dziś – w dobie komputerów i Internetu -śmiało można powiedzieć, że kwitnie na nim życie. Wyrażenie to w tym konkretnym znaczeniu jest stosowane od około 2012 roku, obecnie przez grupę ponad 100 młodych osób. Na trzepaku organizowane są różne wydarzenia, np. nagranie w związku z panującą pandemią filmu w ramach internetowego wyzwania #hot16challenge2, połączonego ze zbiórką charytatywną.

43. Warka, chodzić do Warki – w wolnym czasie iść do restauracji z pubem na os. Szkolnym 12, głównie na piwo i pizzę. Używane jest współcześnie przez starszą młodzież licealną i studentów mieszkających w Hucie, którzy często tam się Gromadzą.

44. Wyliczanki – przez młodzież w XVI LO w latach 90. stosowane podczas zajęć wf – jako sposób na ustalanie kolejności np. wykonywania ćwiczeń, serwowania przez drużyny itd.

  • Trąf, trąf misia bela, Misia Kasia Kąfacela, Misia A, Misia B, Misia Kasia Ką-Fa-Ce!!
  • Pałka zapałka dwa kije! Kto się nie schowa ten kryje!!!
  • Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy: S O S wściekły pies!!!
  • Raz, dwa, trzy, cztery, maszerują oficery, a za nimi Ixi Dixi, co się kąpią w proszku ixi.